Tekst za konserwatyzm.pl

07.06.2007
Wszyscy pamiętamy dramatyczny pojedynek Hanny Gronkiewicz-Waltz i Kazimierza Marcinkiewicza o prezydenturę Warszawy. Był to krwawy bój polityczny i praktycznie wszyscy komentatorzy ostateczne zwycięstwo Pani Hani uznali za wynik „lewego poparcia” ze strony Mark(s)a Borowskiego dla kandydatki PO.

Rozumowanie to trafne, pod warunkiem, że uznamy, iż cała kampania miała charakter wyłącznie polityczny i nie dotyczyła spraw lokalnych, czyli tych kwestii, dla których naprawdę istnieje samorząd; miałaby być wyłącznie „dogrywką” czy „kolejną turą” wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Tak jednak nie jest. Była pewna sprawa lokalna, która – biorąc uwagę nieznaczność przewagi Hanny Gronkiewicz-Waltz nad Kazimierzem Marcinkiewiczem – miała decydujące znaczenie. Chodzi o oczyszczalnię ścieków i spalarnię śmieci na warszawskiej Białołęce. W okręgach wyborczych, które były już bezpośrednie dotknięte wydzielającym się smrodem z oczyszczalnie (Choszczówka) i sąsiednimi, zagrożonymi smrodami z planowanej spalarni, poparcie dla Pani Hani było olbrzymie, sięgające nawet 86% w jednym z okręgów.

I oto po wyborach. Pani Prezydent oświadczyła ostatnio, że Białołęka zostanie jednak wysypiskiem Warszawy. Będzie i oczyszczalnia i spalarnia. Mieszkańców tej gminy – jako jedynych głosujących tu na PO ze względów autentycznie lokalnych – najzwyklej w świecie oszukano. Byli potrzebni, aby utrzeć nosa Kaczyńskim, potem wyrzucono ich jak skórkę od banana, a Pani Hania rozsiadła się w fotelu prezydenckim, otoczona komuchami z SLD, którzy teraz spijają śmietankę za poparcie w drugiej turze.

Oszustwo warszawskie PO to przedsmak oszustwa ogólnokrajowego PO. Tak jak oszukano Warszawiaków, tak oszuka się i wszystkich Polaków. Przypadek warszawski jest archetypem tego, co nas czeka.

Po pierwsze, tak jak PO nie dotrzymała swoich zobowiązań w przypadku warszawskim, tak nie dotrzyma ich nigdzie. Hasło 3 x 15 nigdy nie zostanie zrealizowane; liberalizacji rynku nie będzie. Będzie taki sam socjalizm jak za SLD i PiS. Wbrew temu co sami głoszą, platformiarze to nie są ludzie nowi w polityce. To nic innego jak tylko prawe skrzydło starej nieboszczki UW. Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Jan M. Rokita i inni liderzy tej partii to nie są w polityce ludzie nowi. Pytam publicznie: kiedy panowie rządziliście już w Polsce, to o ile obniżyliście podatki? Proszę wskazać wasze dokonania na rzecz obniżki VATu. Kiedy i gdzie wystąpiliście z taką propozycją? Kiedy ją zrealizowaliście? Wasza rynkowa wiarygodność jest zerowa. Ja pamiętam wasze „urynkowienie”: Program Powszechnej Prywatyzacji, w wyniku którego kilkaset najlepszych przedsiębiorstw przeszło w obce ręce i „powszechność” tego programu nie polegała na liczbie jego beneficjentów, ale na „powszechnym” zrobieniu ludzi w balona.

Środowisko dawnego KLD – tworzące dziś PO – to wybitni teoretycy liberalizmu. Mają nawet kilka niezłych książek o teorii gospodarczej neoliberalizmu. Ale gdy przychodzi do praktyki, wtedy wygrywają interesy finansowych oligarchów. Liberalizm jest waszą teorią; socjalizm waszą praktyką. To już nawet ten siermiężny PiS jest od was uczciwszy: socjalizm obiecywał i socjalizm realizuje…

Po drugie, przypadek warszawski jest wzorcowy z tego powodu, że za strategicznego koalicjanta PO obrała sobie SLD. I tak jak działacze SLD dziś są wiceprezydentami Warszawy, tak w rządzie Tuska czy Komorowskiego będą wicepremierami ich koledzy z ław poselskich. Mówicie, że czas odebrać władzę nad Polską Gosiewskim, Lepperom i Giertychom. Dobrze, ale co proponujecie w zamian? Wicepremierów Senyszyn i Olejniczaka? Czy po Romanie Giertychu ministrem edukacji ma zostać Robert Biedroń?

Partie polityczne dzielą się w Polsce na te, które głoszą i budują socjalizm (PiS, LPR, „So”, SLD) i na te, które głoszą kapitalizm, a budują socjalizm (PO). Te pierwsze przynajmniej nikogo nie oszukują: jak obiecują wyższe podatki, tak robią. Panowie z PO jesteście antysocjalistami wyłącznie werbalnie. Nie mogę sobie przypomnieć jakiejkolwiek waszej inicjatywy, po której w mojej kieszeni podatnika zostałaby jakakolwiek dodatkowa złotówka. Czy ktoś z Czytelników pamięta jakąkolwiek inicjatywę którejś z osób stojących na czele PO, po której obniżony został jakiś podatek? Czy ktoś pamięta, aby ci panowie – mający na ustach tyle frazesów o deregulacji gospodarki – kiedykolwiek znieśli jakąkolwiek idiotyczną, socjalistyczną regulację, przepis, zarządzenie, ustawę?

Nie i jeszcze raz nie. Tak jak oszukaliście Warszawiaków, tak też oszukacie i wszystkich Polaków. Głosując na PO, głosujesz na SLD!

Adam Wielomski

***

Nie znalazłem nigdzie informacji o licencji. Zakładam, że intencją autora było rozpropagowanie sprawy. Gdyby pan Wielomski nie zgadzał się na umieszczenie tego tekstu, proszę o kontakt.

Odpowiedzi: 5 do “Tekst za konserwatyzm.pl”

  1. Kub mówi:

    To wszystko bardzo pięknie, ale na kogo niby głosować? Głosując np. na UPR oddajesz głos na PIS! Bo UPR i tak nie wejdzie, a elektorat PIS jest najbardziej zdyscyplinowany ze wszystkich i odbierając procenty PO zwiększasz ilość miejsc w sejmie dla PISu.
    Warto żyć w realnym świecie.

  2. yelonek mówi:

    UPR “i tak nie wejdzie”, bo ludzie są podjudzani przeciwko PiS (niemała w tym zasługa też PiSu). Głosujący, którzy chcieliby zagłosować na UPR, słuchają właśnie takich jak Ty i zaczynają kombinować. No tak – a jak nie wejdzie? To mi się głos zmarnuje. I to mnie najbardziej śmieszy. Prawdziwie żelazna konsekwencja. Zanim zyskałem prawo wyborcze też tak myślałem – trzeba głosować na mniejsze zło, bo wszyscy politycy to świnie. Na szczęście do pierwszych wyborów w których brałem udział zdążyłem już zmądrzeć i zagłosowałem zgodnie ze swoim sumieniem. Wiem, że gdybym zagłosował na PiS lub PO, to właśnie wtedy mój głos by się zmarnował i byłbym współodpowiedzialny za to co teraz dzieje się w kraju.
    Nie dam się omamić sondażami. Co mi z tego przyjdzie, że zagłosuję na tego co ma wyższy słupek. Trzeba sobie uświadomić, że jak Komorowski czy Olejniczak z kamienną miną mówią z ekranu telewizora, że są *porażeni* obecną sytuacją polityczną, to odgrywają rolę “jestem tym, który Cię od tego uratuje” i walczą o Twój głos, bo ten głos oznaczać może jeszcze jeden stołek dla ich kolegi za partii.

    Polacy to kombinatorzy, a politycy i różnego rodzaju macherzy od PRu mają nadzieję, że Polacy zaczną kombinować i znowu przekombinują. Głosujcie zgodnie z sumieniem i rozsądkiem.

  3. Kub mówi:

    Tak zrobiłem ostatnio. Zaglosowałem na PD, która dostała 2% głosów. Więc nie wpłynąłem na rozdział mandatów w parlamencie. Nie wiem, czy to dobrze.

    Niestety w starych demokracjach zwykle do wyboru są 2-3 duże partie, które w pełni nikogo nie zadowalają, ale między którymi trzeba wybrać. Taka jest rzeczywistość.

  4. yelonek mówi:

    Wcale nie trzeba wybierać z dużych partii. Po to są małe partie, żeby też na nie głosować. To jest największy błąd jaki można popełnić – głosować niezgodnie z przekonaniami. Wiesz komu to jest na rękę ? Wiesz kto Ci to wmawia? Duże partie poprzez gazety, telewizję, radio i też internet. Po Tobie widać, że już nie muszą “chwalić swojego ogonka” sami, bo Ty to robisz za nich. Mówisz “niestety” i utrwalasz ten zastany układ. Jeśli coś Ci się nie podoba, to nie można siedzieć i patrzeć aż się samo zmieni.

  5. eteo mówi:

    yelonek –> ok, to ile % jest tych Polaków, którzy nie omamieni mediami i taktyką realizowaną przez duże partie zagłosowaliby na UPR? Ilu %-om Polaków podoba się program radykalnej liberalizacji gospodarki i państwa głoszony przez UPR? Ile % ludzi _w Polsce_ chętnie pogodziłoby się z tym, że państwo nagle przestaje im dawać, a oni sami muszą myśleć, na co rozsądnie wydać swoje pieniądze, bo nie ma już starego dobrego PRL-u Bis, który przeciętnego polskiego homo sovieticus systematycznie oducza od myślenia, podobnie jak robił to PRL oryginalny, i dysponuje ich kasą?
    Ile % Polaków w ogóle program UPR rozumie? Ile % zadało sobie trud, żeby go przeczytać w całości i zestawić jego postulaty z faktami z codziennej rzeczywistości, a następnie zastanowić się, jak realizacja tych postulatów wpłynie na tę rzeczywistość i co to dla nich oznacza?
    Bo w przypadku odbioru programu UPR przez polskie społeczeństwo to problem leży chyba bardziej po stronie ugrupowania niż po stronie mediów i tegoż społeczeństwa. Spójność programu, a nawet jego filozoficzne założenia (za co cenię JKM, bo program zbudowany na bazie filozoficznych założeń to w Polsce rzadkość na rzadkości) jest może jasna dla UPR, ale przeciętny Kowalski postrzega to jako stek bzdur, jeśli w ogóle wie, że taki program istnieje. Nieważne, dlaczego tak go postrzega. Nie ma to żadnego znaczenia, czy winne są duże partie, czy małe, media czy niski poziom świadomości obywatelskiej społeczeństwa, czy może krasnoludki. Ma znaczenie tylko to, czy partia, które _chce_zostać_wybrana, _bo_uważa, że_ma_obywatelowi_coś_do_zaproponowania, robi coś skutecznego, żeby te bariery pokonać, czy nie robi nic albo prawie nic poza ubolewaniem nad niską świadomością polityczną Polaków. Niech wyjdzie do wyborców na miłość boską, i zacznie z nimi rozmawiać, bo gadki w kuluarach o wzniosłych rzeczach nie przysparzają % w urnie, a niestety % w urnie decydują o tym, kto będzie rządził, i tym samym, jaka będzie tych rządów jakość.
    Żeby było jasne – nie oceniam programu UPR, oceniam tylko metodologię i skuteczność prowadzenia przez nich dialogu wyborczego.

    A jeśli chodzi o głosowanie na te partie, które mają wejść do sejmu, kosztem poparcia małych ugrupowań o odpowiadającym mi programie, to tego zjawiska nie zmienisz. Mowa oczywiście o skali globalnej, a nie o wyborze Twoim czy moim. Teoria reprezentacji to teoria gier, a teoria gier to dział matematyki. Matematyka rządzi się określonymi prawami, a w tym przypadku chodzi o wagę głosu danej jednostki. Zazwyczaj chce się, żeby nasz głos coś znaczył, a nie żeby popierał ugrupowanie, które i tak w parlamencie nie zaistnieje, lub ma na to małe szanse (r-k prawdopodobieństwa w znaczeniu subiektywnej oceny wywiera ogromny wpływ na wyniki wyborcze, i na mnóstwo innych zjawisk w codziennym życiu). Filozofia jest krótka – jest ogromna liczba ludzi, która stwierdza “partia, którą popieram, i tak nie wejdzie do parlamentu, więc przynajmniej poprę tę, którą uważam za drugą najlepszą, żeby była skuteczniejszą przeciwwagą dla tych, których nie chcę”. To chyba jasne.
    Rozumiem, że świadomość obywatelska dyktuje co innego, głosowanie stricte wg poglądów. Ale takie zjawisko w skali masowej politolodzy uważają za stan utopijny, z mnóstwa powodów. I to wcale nie tylko i nie głównie ze względu na matematykę. Po pierwsze, musiałby być kompletny brak manipulacji mediów, a samo to jest z gruntu niemożliwe. Po drugie, partie musiałyby realizować programy, które głoszą przed wyborami. Inaczej w ogóle nie ma sensu mówić o żadnych programach, bo przeciętny wyborca nie osądza “PiS oszukał, UPR nie oszukał, to wybiorę UPR”. Przeciętny polski wyborca mówi: “PiS oszukuje, SO oszukuje, SLD oszukuje, nie idę na wybory”. I właśnie po trzecie wreszcie, do realizacji Twojego postulatu konieczny jest bardzo wysoki poziom świadomości polityczno-społecznej Polaków. A o tym możemy sobie na razie pomarzyć, zaś jedyna zmiana tego stanu rzeczy może nastąpić tylko przez dialog wyborczy (nie mylić z toczeniem piany w mediach za pieniądze podatników), którego to dialogu ani UPR, ani zresztą żadna inna partia, w dostatecznym stopniu niestety nie podejmuje.

    Ogólnie, Twój komentarz jest niegłupi i cechuje go duży poziom obywatelskiej świadomości. Ale postawa w nim zawarta, choć jest stanem jak najbardziej pożądanym, przypomina raczej case’a dla studenta systemów politycznych, a nie postulat mający szanse powodzenia w młodej, nierozwiniętej i wciąż szczątkowej demokracji postkomunistycznego państwa. Mowa oczywiście o jakości demokracji, a nie o zapisach w prawie, którego bynajmniej nie ceni się u nas wysoko.

Dodaj komentarz