Ten tekst miał być umieszczony już dawno, ale jakoś to tak zeszło.
*******
Znowu zmuszony jestem powtarzać za Stefanem Kisielewskim, że socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju. Gwałtowne wzrosty cen żywności, zwłaszcza żółtego sera nad którym ubolewam, spowodowały, że zainteresowali się nimi europejscy parlamentarzyści.
Ten artykuł opisuje sprawę.
Fragmenty:
Europarlament wezwał więc władze Unii Europejskiej do zawieszenia obowiązku odłogowania gruntów uprawnych w UE w latach 2008/09.
Europarlament wzywa też Komisję Europejską do rozważenia zmian we wspólnej polityce rolnej UE. Chodzi o zapobieganie niedoborom żywności (na przykład poluzowanie kwot mlecznych).
To jednak nie wszystko. Parlament Europejski wzywa w swojej rezolucji Komisję Europejską do zbadania rozbieżności między cenami producentów a cenami największych detalistów, sugerując, że mogą oni nadużywać swojej pozycji i zawyżać ceny, co bije nie tylko w zaciskających pasa producentów, lecz także w konsumentów.
Co z tego wynika? Czy aby nie to, że władze Wspólnoty Europejskiej wymusiły na producentach przepisy powodujące niedobory żywności na rynku? Czy wobec tego głodujące dzieci to częściowo zasługa europejskich komisarzy? Oczywiście nie, bo Europa to “samo dobro”.
Wyobraźmy sobie, że w ramach uprzemysłowienia jakiegoś regionu zbudowano na węzłowej stacji kolejowej wielki dworzec, którego funkcjonowanie postanowiono oprzeć na zasadach nowoczesnej organizacji. Za jedno z wymagań organizacyjnych obrano równomierność obciążenia kas dworcowych. W tym celu u wejścia na halę dworcową zbudowano przybudówkę, a w niej umieszczono urzędnika, który każdemu wchodzącemu pasażerowi wręczał kartkę z numerem najmniej obciążonej kasy, do której pasażer powinien się udać. Aby jednak rozdzielczy urzędnik wiedział, która kasa jest w danej chwili najmniej obciążona, umieszczono na hali dworcowej innego urzędnika, obserwującego kolejki pasażerów przed poszczególnymi kasami i przekazującego o tym informacje koledze z przybudówki. Ponieważ dworzec funkcjonował przez całą dobę, więc potrzeba było sześciu urzędników pracujących na trzy zmiany oraz siódmego do zastępowania ich w czasie urlopów, zwolnień lekarskich itp. Do nadzorowania ich pracy zaangażowano też kierownika i jego zastępcę, którym potrzebne były biurka, ale to było z góry zaplanowane, miejsca więc w przybudówce było dosyć. Cała ta organizacja funkcjonowała znakomicie i kasy były zawsze równomiernie obciążone aż do czasu, gdy niedopałek papierosa rzucony niedbale między papiery ze sprawozdaniami spowodował pożar, który strawił przybudówkę doszczętnie, na szczęście nie naruszając samego dworca. I cóż się okazało? Równomierność obciążenia kas była nadal niemal identyczna!
Ten żartobliwy opis ujawnia działanie homeostazy społecznej. Równomierność obciążenia kas kolejowych na wszystkich dworcach świata utrzymuje się bez żadnych organizacyjnych zabiegów, wyłącznie dzięki temu, że każdy pasażer chce możliwie najkrócej znosić niewygody stania w kolejce, toteż zaraz po wejściu na halę dworcową rozgląda się, aby ocenić, do której kasy stoi najmniej osób.
W analizie tego zjawiska istotną okolicznością jest to, że do osiągnięcia równomierności obciążenia kas nie potrzeba żadnych akcji organizacyjnych, ani nadzoru, ani nawet apelu do podróżnych, żeby się ustawiali równomiernie. Samo to, że podróżni chcą czekać jak najkrócej, prowadzi do równomiernego obciążenia kas, i to tak skutecznie, że gdy któraś kolejka nagle się skróci wskutek odejścia dwóch czy trzech osób, natychmiast przeniesie się do niej ostatni podróżny z innej kolejki.
Czy zatem nie lepiej jest pozostawić decyzję ludziom, którzy będą decydować czego produkcję należy zwiększyć? Pewna osoba wygarnęła, że “skąd taki rolnik z Pcimia ma wiedzieć co będzie opłacalne w przyszłym roku?”. Przecież to proste - jak coś jest droższe, to znaczy, że jest bardziej opłacalne. Jakoś ciągle słychać, że “pasze drożeją, będziemy mieli mniej pieniędzy”. Dlaczego ci sami ludzie nie mieliby się domyślić, że jak zboże drożeje, to pieniędzy będą mieli więcej ? Pół biedy gdy regulacje działają dobrze, tak jak w przytoczonej historii. Wtedy jedynym kosztem jest koszt utrzymania zbędnego regulatora. Błędne decyzje kosztują znacznie więcej - potencjał produkcyjny można było wykorzystać znacznie lepiej. Krowy mogły z łatwością dać więcej mleka, przetwórnie wyprodukować więcej serów przez co byłyby tańsze. Ale nie! Przychodzi ustawodawca i mówi “wyprodukuj tylko X litrów mleka” i koniec. Potem z hukiem ogłasza się poluźnienie gorsetu, pobiera pensję i myśli nad tym co by tu jeszcze wyregulować, “żeby żyło się lepiej. Wszystkim.” Parafrazując pewnego znanego liberała.
—–
Cytat pochodzi z Marian Mazur, Społeczne znaczenie cybernetyki. Nowe Drogi, nr 5, 1980.